mus wiśniowy

Tomasz Man
Przepis na Mus wiśniowy Doroty Bielskiej

Reżyserka Dorota Bielska świetnie wybrała dwójkę aktorów do swojego spektaklu. Ją ubrała w sukienkę w czarno białe paski, a jego w garnitur. Porządnie się z nimi napracowała. To znaczy dopracowała szczegóły, zwłaszcza zmiany sytuacji, przestrzeni i postaci, co aktorzy pokazali znakomicie na scenie. Reżyserka dała do grania aktorom cztery krzesła w kółka. Ale to wystarczyło, żeby uruchomić wyobraźnię widza. Spektakl był zagrany w bardzo dobrym tempie. Nie było pustych miejsc, nie wypełnionych przez aktorów, co świadczyło o precyzji i czujności reżyserki. Aktorzy zmieniali się jak kameleony na scenie, tworząc raz za razem coś w rodzaju psychodramy, ale wiadomo było, kiedy grają przed sobą, a kiedy są autentyczni. Zasługą reżyserki był również wybór konwencji w grze aktorów. Grali lekko i wyraziście prezentując różnorodne barwy. Dzięki tak dobrej pracy z aktorami można było patrzeć na perturbacje życiowe bohaterów z przymrużeniem oka. W to wszystko wplecione są umiejętnie fragmenty piosenki Osieckiej. Co dawało sugestię, że scena, którą oglądamy komponuje się z konkretną piosenką pisarki. Na końcu spektaklu reżyserka zaserwowała nam krowę, pewnie wiśniową, przez co może wzbudziła konsternację. Ten mus nie był za słodki, ani za gęsty. Był w sam raz, bardzo dobry.

Tomasz Man

P.S. A mówią, że młode nie potrafią gotować…

(w dokumentacji Państwowej Wyższej Szkoły Teatralnej we Wrocławiu)


Tomasz Klauza

„Łączy ich jedna sprawa / sado – maso zabawa…”

Po krótkiej przerwie mogliśmy obejrzeć przedstawienie dyplomowe słuchaczy Studium – „Mus wiśniowy”, czyli nieco uwspółcześnioną wersję „Apetytu na czereśnie”, niegdyś granego m.in. przez Annę Romantowską i Krzysztofa Kolbergera. W rozmowach bohaterowie mówią więc o Złotych Tarasach, zamawianiu pizzy do firmy i surfowaniu, ale piosenki Agnieszki Osieckiej pozostały bez zmian – „Gaj”, „Małgośka”, „Czy te oczy mogą kłamać”, „Sing Sing”, „Uciekaj moje serce”, „Szukam kogoś na stałe”, „Komu weselne dzieci”. W spektaklu Gosia i Marek prowadzą ze sobą grę, którą na gruncie polskim opisał już w słuchowisku „Trybunał” Ireneusz Iredyński, za granicą Milan Kundera poświęcił jej opowiadanie „Fałszywy autostop”. Teatromanom z kolei przedstawienie pewnie kojarzy się przede wszystkim z „Kto się boi Virginii Woolf?”. Spektakl prowadzi nas przez wszystkie fazy miłości. Początkowo jest zabawnie – chłopak próbuje poderwać dziewczynę („Przedwczoraj byłem wysokim blondynem”), a po chwili goni ją wokół krzesła, udając psa (żywioł komedii dell’arte). Z czasem jednak rozmowa schodzi na temat pierwszych rys, pojawiających się na świeżym związku – ona zdradza go na wakacjach, on poznaje Monikę, która śpiewa w barze. Marek je zimne obiady, pije coraz więcej, a w końcu rzuci jej prosto w twarz: „jesteś wstrętna!”. Małżonkowie nie przypominają już Adasia i Gosi z „Nas troje” Koterskiego, lecz bohaterów „Sado-maso piosenki” Republiki. „Marsz weselny” Mendelssohna staje się „Marszem żałobnym” Szopena, a „pierwszy raz” zmienia się w gwałt, dokonany przez męża, którego oddech śmierdzi żubrówką. Kulminacją upokorzeń jest scena, w której Marek popycha Gosię, a gdy dziewczyna próbuje podnieść się z podłogi, wylewa jej na głowę wódkę. Spektakl kończy „Niech żyje bal”, ale kolorowe balony, confetti i frenetyczny taniec podkreślają jedynie ironiczną wymowę tej sceny.
„Mus wiśniowy” jest spektaklem, rozegranym niemal na pustej scenie i odwołującym się do wyobraźni widza. Bohaterowie piją alkohol z pustych puszek, palą nieistniejące papierosy, a krzesło może stać się stołem albo fotelem w samochodzie. Okazuje się, że wcale nie trzeba rozbierać aktorów, by pokazać scenę erotyczną – w przedstawieniu oglądamy metafory, które jednocześnie nie pozostawiają wątpliwości co do tego, na co patrzymy (przykładowo: przejażdżka corvetą z Kubą, saksofonista, pieszczący dźwiękiem Gosię). Fenomenalna jest dwójka aktorów – Anna Leśniak i Szymon Strużek. Ona posiada niezwykle plastyczną twarz i ogromną vis comica. Śmieszy, gdy oznajmia, że „w kuchni zalęgła się mysza”, ale kiedy zrywa z siebie sukienkę i zostaje w samej bieliźnie, na widowni jest martwa cisza. Jej partner jest wiarygodny zarówno wtedy, gdy jako Kuba próbuje różnych klisz językowych, jak i wcielając się w rolę pijanego męża, opowiadającego dowcip o kukułce. Oboje są nie tylko niebywale sprawni fizycznie, lecz posiadają również piękne, mocne głosy, które świetne brzmią w piosenkach wykonywanych solo i znakomicie uzupełniają się w duetach. W spektaklu Doroty Bielskiej wszystko do siebie pasuje: muzyka, wykonywana na żywo (akordeonista, saksofonista), sygnalizowanie za pomocą fragmentów melodii największych przebojów Agnieszki Osieckiej, minimalistyczna, lecz funkcjonalna scenografia i pomysłowe rozwiązanie sceny z Moniką (grająca ją dziewczyna jedynie rusza ustami, śpiewa Anna Leśniak). Po przedstawieniu wykonawcy kilkakrotnie wychodzili do ukłonów, a trwająca dobrych kilka minut owacja potwierdza jedynie klasę tego przedsięwzięcia.

Tomasz Klauza